piątek, 27 lutego 2015

Zakupy

Tym razem do naszego pobliskiego marketu „Za rogiem” musiałem wybrać się sam, gdyż moja kochana żona zaczęła przygotowania do przyjazdu naszych znajomych jeszcze z liceum.
Wszedłem do sklepu, a tu jak zwykle pełno ludzi z koszami na zakupy, miotających się między sklepowymi regałami. Udałem się i ja ze swoim koszem po zakupy. Poszedłem najpierw na nabiał aby kupić maślankę, trochę jogurtów, ser oraz mleko. Wyjąłem z kieszeni karteczkę z listą zakupów, którą dała mi moja żonka. Zacząłem ją czytać, a tu: mieszanki cukiernicze, kremy waniliowe, bakalie, ziarna słonecznika, kawa itp.
„Jejku” - krzyknąłem sobie pod nosem - czemu ta lista jest aż tak długa?! No cóż, Hanka jak zwykle chciała się popisać jakimiś nowymi potrawami, na które przepisy znajdowała z reguły w internecie. Nie sądziłem, że to zajmie mi tyle czasu, a miałem jeszcze umyć grilla oraz przygotować taras. Nie lubię chodzenia i szukania produktów, których nigdy nie widziałem na oczy i pewnie jak zwykle kupię jeszcze nie te, co trzeba. Po około dwóch godzinach wyszedłem z marketu ze wszystkimi produktami, jakie moja Hanka napisała na kartce.

Dumny z siebie, szybkim krokiem ruszyłem do domu. Gdy wszedłem, moja żona powiedziała: „co tak długo!” i od razu chwyciła reklamówki aby sprawdzić czy wszystko kupiłem. Ja czekałem na słowo pochwały ze strony Haneczki, ale zamiast tego usłyszałem „a gdzie są owoce i przetwory, przecież ci napisałam!” No cóż, musiałem z powrotem pójść po nie kupione sprawunki. „Ach te kobiety i ich pisanie karteczek z listą zakupów” - powiedziałem sobie w myślach.

czwartek, 26 lutego 2015

Roczek mojej pociechy

Moja córeczka Agatka to słodkie, urocze dzieciątko. Dosłownie wszędzie jej pełno, biega po całym domu, śmieje się, rozrzuca całe mnóstwo swoich zabawek. W sobotę skończy roczek, z tej okazji postanowiliśmy urządzić z żoną dla niej niezapomniane przyjęcie. Zaprosiliśmy na nie całą naszą najbliższą rodzinę. Już dziś po całym mieszkaniu unosi się słodki zapach, to żona przyrządza czekolady i polewy, piecze aż dwa ogromne, przepyszne torty. Oj jaką ja mam ochotę, aby już je skosztować, uwielbiam słodycze, a ten zapach coraz mocniej pobudza mój apetyt, ale Kasia marudzi, żebym pod żadnym pozorem ich nie ruszał do jutra i nazywa mnie łakomczuchem. Dziś już piątek, to już do jutra wytrzymam. Właśnie słyszę, jak ta moja gospodyni miesza jakieś dodatki cukiernicze, a Agatka krzyczy: o, tolcik! Mama daj tolcika, ja cie, plosie! Ten nasz mały szkrab ma bardzo podobny charakter do mojego, też kocha słodycze, zwierzęta i komputery, tylko że ja zawodowo je naprawiam, a ona najchętniej by wszystkie popsuła. Teściowa również piecze sernik z bakaliami i ziarnami. Szczerze mówiąc nie przepadam ani za teściową, ani za tym jej sernikiem, jutro też przyjdzie, ale to święto mojej córki, więc nie będę go psuł zbędnymi sprzeczkami z drugą mamą. Moja siostra też przyniesie dwa ciasta z kremami i nadzieniami. Jutro oprócz słodyczy zajadanych przy kawie i pogawędkach, nasze maleństwo dostanie także prezent, czyli wymarzoną lalkę płaczącą, śmiejącą się i wołającą mama i tata. Mam nadzieję, że Agatka się bardzo ucieszy z jutrzejszej uroczystości, a wszyscy goście wyjdą od nas słodyczami najedzeni, szczęśliwi i zadowoleni.

środa, 25 lutego 2015

Mini festyn piekarniczy

Jak co roku o tej porze, w naszym przedszkolu w Zielonym Dworze, odbywa się „Mini Festyn Piekarniczy”. Dzieci z grupy II naszego przedszkola, wraz z rodzicami, prezentowali swoje kulinarne wypieki oraz zachęcali do używania podczas ich wykonywania różnych dodatków. Były to: czekolady i polewy do dekorowania ciast, kremy i nadzienia z różnych przecierów owocowych do nadziewania tortów. Były również mieszanki piekarnicze oraz mieszanki cukiernicze do wyrobów cukierniczych (takich jak: słodkie bułeczki, ciastka i tym podobne). Znalazły się też frytury i tłuszcze, dodatki cukiernicze i piekarnicze, potrzebne do różnych wypieków oraz wiele innych produktów. Wszystkich wymienić nie sposób.
Rodzice oraz dzieci zaprezentowali nie tylko wspaniałe rezultaty prac piekarniczych, ale też swoją wiedzę na temat ich przyrządzania oraz urozmaicania, tak aby można było nacieszyć nie tylko oko, ale również swoje kubki smakowe. Zainteresowanie gości było bardzo duże. Myślę, że kawa przy takich słodkościach smakowała gościom znakomicie.
Chciałbym, aby więcej przedszkoli przyłączyło się do nas i zamiast „Mini” był po prostu „Festyn piekarniczy przedszkoli z Zielonego Dworu”. Wiem, że rodzice bardzo chętnie uczestniczą w takich akcjach, a dzieciom to bardzo się podoba - bo czerpią nie tylko radość z wykonywania nowych rzeczy, ale również poszerzają swoją wiedzę i zasób słów… A poza tym czas spędzony wspólnie z rodzicami jest bezcenny i owocuje na przyszłość każdego dziecka.

Takie dni w przedszkolu są potrzebne nie tylko dzieciom, ale również rodzicom, którzy mogą zobaczyć, jak wiele uczy dzieci przedszkole i jak ważne jest ono w ich życiu. Szkoda, że ten dzień tak długo wyczekiwany przez wszystkich, kończy się bardzo szybko. Wiele przygotowań do niego, a zlatuje w mgnieniu oka. Pozostaje mi kolejny rok czekania z niecierpliwością, aż znowu będę mógł skosztować wypieków dzieci i rodziców oraz podzielić się swoją wiedzą na temat ich przyrządzania.

Rejs po Nilu

Za kilka dni lecimy do Egiptu. Tym razem spędzamy wczasy na statku .Wybraliśmy rejs po Nilu. Pół roku temu wpłaciliśmy zaliczkę przez co zaoszczędziliśmy dość dużą kwotę. Coraz bardziej niecierpliwie oczekujemy wylotu. Ostatni przegląd zawartości walizek, małe poprawki i ruszamy na lotnisko. Lot przebiegł pomyślnie . Rezydenci zabierają nas do portu, gdzie leciutko kołysze się nasz statek. Na pokładzie i w kabinach jest jeszcze lepiej aniżeli moglibyśmy sobie wyobrazić. Statek płynie spokojnie. Mamy wrażenie że stoimy w miejscu. Nadszedł czas pierwszej obiadokolacji. Stołówka okazała się dość obszerna, a w niej tyle jedzenia iż nasze miny doprowadziły kucharzy do uśmiechu. Chodziliśmy między stołami i pomału zapełnialiśmy tacę. Żona nie omieszkała wziąć do kawy różne kawałki ciasta. Najbardziej mnie się spodobało ciastko z kremem i nadzieniem owocowym. Muszę przyznać, iż jak wyglądało tak smakowało. Istna ambrozja. Spoglądaliśmy wokół siebie .Zadowoleni turyści zajadali różne przysmaki. Dzieci biegały po lody z czekoladą i polewą posypane bakaliami i ziarnami. Żonie również zaczął dopisywać apetyt. Przyniosła na półmiskach różne owoce i przetwory. W skupieniu kończyliśmy nasz pierwszy posiłek. Pora na odpoczynek. Statek leciutko kołysze nas do snu. Jutro płyniemy zwiedzać różne zabytki Egipskie. Na pewno wyjdziemy na ląd podziwiać piramidy w Gizie. Marzeniem żony jest przejażdżka na wielbłądzie. Muszę spełnić to marzenie. Rezydent obiecał że mi pomoże. Następny dzień zapowiada się bardzo słonecznie. Wymarzona temperatura na kąpiel w morzu i wylegiwanie się na leżaku. Jest cudownie .Podziwiamy w jednej części bogactwo a w drugiej biedę Egiptu. Czas upływa bardzo szybko .Opaleni i wypoczęci wracamy do domu.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Niespodzianka

Moja żona ostatnio trochę chorowała. W związku z tym przekonałem ją , aby pojechała do swoich rodziców nad morze nabrać sił . Wiadomo morskie powietrze i duża zawartość jodu mogą zdziałać cuda. Przyznam szczerze iż to był tylko pretekst . Bardzo zależało mi aby moja druga połowa wyjechała chociaż na parę dni. Z okazji rocznicy ślubu przygotowałem żonie niespodziankę. Zamówiłem w studio szafki kuchenne o których moja Kasia zawsze marzyła. Wiedziała co wsadzi do której szafki. Boczne koszyczki z przegródkami przeznaczone mają być na przechowywanie dodatków cukierniczych między innymi znajdą się tam kremy i nadzienia ,czekolady i polewy oraz bakalie i ziarna. Dla żony są to bardzo ważne produkty aczkolwiek doskonale piecze rozmaite ciasta. Moim ulubionym jest ciasto z owoców i przetworów. Zaraz przyjdą monterzy . Mam nadzieję że pójdzie im to szybko . Reszta będzie należała do mnie . Muszę poukładać w szafkach talerze, kubki i resztę zawartości poprzedniego kredensu. Słyszę dzwonek do drzwi to pewnie pracownicy. Trzech uśmiechniętych młodych panów wkracza wesoło do mojego mieszkania. Robota w rękach im się pali . Szafeczki jedna po drugiej wiszą na ścianach. Jestem bardzo zadowolony z ich pracy .Zrobiłem kawę i w miłej atmosferze ucięliśmy sobie krótką pogawędkę. Meble wiszą już na ścianach Kuchnia wygląda zupełnie inaczej. Jest ślicznie. Teraz czekam tylko na żonę .Chcę zobaczyć jej reakcję. Jestem tak podekscytowany iż wziąłem w pracy wolne by pojechać po żonę na dworzec. Gorące przywitanie i radość z okazji powrotu Kasi nie miało końca. Wchodzimy do naszego domu i nagle słyszę krzyk radości .Żona dostrzegła meble .Łzy szczęścia popłynęły jej po twarzy. Teraz wiem że warto było zrobić jej niespodziankę, bo kto jak kto ,ale ona na nią zasługuje.

Nieoczekiwane spotkanie

Żona i dzieci wyjechali do babci na wieś.
Wreszcie pierwszy wolny weekend od wielu miesięcy. Oj! jak cudownie, dwa dni tylko dla siebie. Będę mógł spać do późna i nie będę nic robić, żadnego odkurzania czy nawet zmywania.
Och! jak dobrze, jaka błoga cisza. Poleżę jeszcze sobie w moim kochanym łóżeczku i pooglądam telewizję.
Z takim przeświadczeniem obudziłem się w sobotę rano. Aż tu nagle słyszę dzwonek telefonu. W pierwszej chwili pomyślałem, że to dzwonią moje dzieci, szybko wstałem i odebrałem.
- Słucham?
- Dzień dobry Krzysiu, tu Hania - usłyszałem.
Moje zdziwienie było nie lada, bo to dzwoniła moja koleżanka jeszcze z liceum, której nie widziałem parę ładnych lat. Okazało się, że jest przejazdem w Warszawie, ma trochę czasu i możemy się spotkać.
Nici z mojego wolnego weekendu - pomyślałem, ale z drugiej strony to bardzo dobrze, że zobaczę po tylu latach moją przyjaciółkę ze szkoły. Pamiętam, że Hania bardzo lubiła: ciasto z kremem z dużą ilością polewy czekoladowej oraz lody z bakaliami i ziarnami słonecznika. Przygotuję jej również ulubioną kawę z cynamonem.
Szybko się ubrałem i poszedłem do supermarketu kupić potrzebne produkty. Przy okazji kupiłem też inne rzeczy bo moja córka obchodzi za kilka dni urodziny i obiecałem jej upiec tort z nadzieniem malinowym.
Zakupy mi zajęły dwie godziny, bo jak to bywa kupiłem jeszcze wiele innych produktów - przecież były w promocji.

Nasze nieoczekiwane spotkanie po tylu latach okazało się bardzo udane; dowiedziałem się że Hania ma dwoje uroczych dzieci a jej mężem jest Paweł, z którym oboje przyjaźniliśmy się w liceum.

piątek, 20 lutego 2015

Hiszpania

W sobotę, jak co tydzień, poszedłem zrobić zakupy w pobliskim supermarkecie. Spotkałem tam moją koleżankę ze studiów, która wróciła z urlopu w Hiszpanii.
Porozmawialiśmy sobie tak z pół godziny i poszedłem z pustym jeszcze koszykiem na nabiał.
Włożyłem do kosza potrzebne mi rzeczy: mleko, jogurty, śmietanę i ser. Kierując się do kasy uświadomiłem sobie, że potrzebuję jeszcze kawy, pieczywa i dodatków cukierniczych oraz bakalii. Zawsze w sobotę piekę moje ulubione ciasto z kremem i nadzieniem wiśniowym. Idąc do domu odwiedziłem również biuro podróży, gdzie otrzymałem biuletyny o Hiszpanii.
W domu szybko zabrałem się za czekające mnie obowiązki domowe, aby móc później poprzeglądać biuletyny, które otrzymałem od bardzo miłej pani z odwiedzonego biura.
Gdy ciasto już piekło się w piekarniku, ja rozpocząłem przeglądanie broszur turystycznych. Dowiedziałem się, że Hiszpania - ze względu na rozpiętość geograficzną oraz na ukształtowanie terenu - charakteryzuje się bardzo różnorodnym klimatem. Od pokrytych śniegiem pirenejskich szczytów, poprzez zielone łąki położone w Galicji i gaje pomarańczowe w Walencji aż do pustynnej Almerii.
Sygnał piekarnika uświadomił mi, że ciasto jest już gotowe, wstałem wyjąłem ciasto i zaparzyłem sobie kawę. Poszedłem czytać przerwaną lekturę o kraju, który ma znakomitą pogodę, wspaniałe plaże oraz malownicze wybrzeża. Po lekturze kilkunastu broszur, doszedłem do wniosku, że chcę zwiedzić kurorty Katalonii i Andaluzji, oraz kilka kościołów i starówek.
Czas tak szybko mi zleciał, że ocknąłem się dopiero jak zegar wybił dwanaście razy; uświadomiłem sobie, że to już północ.

Następnego dnia cały czas myślałem o wypoczynku w Hiszpanii. Jeśli chcę tam pojechać, muszę podjąć odpowiednie kroki w pracy co do urlopu w tak atrakcyjnym kraju.

czwartek, 19 lutego 2015

Niesamowity sen

Niedzielny poranek. Dzisiaj mogłem pospać dłużej niż zwykle. Wiadomo dzień wolny od pracy. Gdy tak się wylegiwałem przybiegła do mnie żona cała podekscytowana i zaczęła opowiadać mi swój sen. Śniło jej się że upiekła wspaniałe ciasto które aż się w ustach rozpływało. Być może nie było by w tym nic dziwnego gdyby moja żona nie była anty talentem cukierniczym. W ciągu naszego dwudziestoletniego stażu małżeńskiego nie miałem okazji zjeść jej wypieku. Próbowała nie jednokrotnie, ale żadne jej ciasto nie nadawało się do jedzenia. Nagle ten sen. Żona jest przekonana iż nadszedł właściwy moment na ponowienie próby cukierniczej. Widzę w jej oczach zapał i chęć do kolejnej próby. Znam ją na tyle i wiem że zaraz pobiegnie do sklepu po dodatki cukiernicze i zacznie wyrabiać swoje wyśnione ciasto. Tak też się stało. Stół w kuchni zaczął zapełniać się składnikami na ciasto miedzy innymi nabiał, frytury i tłuszcze, krem i nadzienie oraz czekolada i polewa. Żona bierze się za robotę. Muszę przyznać iż nawet jej to wychodzi. Obserwuję ją z pokoju i coraz bardziej jestem pod wrażeniem. Wkłada w ten wypiek całe swoje serce. Mam nadzieję iż jej się uda .Nagrzewa piekarnik a następnie wkłada blachę z wyśnionymi składnikami. Teraz tylko czekamy co z tego będzie. Żona chodzi podenerwowana i coraz częściej spogląda na zegarek. Nadszedł decydujący moment. Wyciąga ciasto z kuchenki i oczom nie wierzy. Wyrośnięty pachnący wypiek czeka na dekorację. Zrobiła polewę i szybciutko skończyła swoje dzieło. Jeszcze tylko posypka z bakalii i ziaren i siadamy do stołu. Czajnik pogwizduje. Za chwilę zaparzę kawę i spróbujemy ciasto z sennego przepisu. Szok ,ciasto wspaniałe. Jesteśmy zachwyceni.

środa, 18 lutego 2015

Zimowy urlop

Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić w górach. Miałem w planie nauczyć się jeździć na nartach oraz pochodzić po szlakach. Wziąłem wolne i wyruszyłem ku przygodzie.
Gdy tylko zakwaterowałem się w hotelu, postanowiłem iść na spacer aby zobaczyć tutejszy krajobraz. Okolica była jak z bajki, po prostu prześliczne widoki. Szczyty gór pokryte śniegiem i bezkresna biel.
Długo tak spacerowałem po szlakach i górkach, aż zastał mnie wieczór.
Wróciłem do hotelu i poprosiłem o kolację, a że byłem bardzo zmęczony i głodny, zamówiłem jajka na bekonie, do tego ciasto z kremem i nadzieniem malinowym oraz gorącą czekoladę.
Po kolacji wykąpałem się i poszedłem spać.
Gdy się tylko obudziłem, pomyślałem sobie, że muszę zatrudnić dobrego instruktora, który nauczy mnie jeździć na nartach. Na śniadanie poprosiłem aby mi podano nabiał, pieczywo i kawę. „Przecież spędzę cały dzień poza hotelem” - pomyślałem. Spakowałem do plecaka drugie śniadanie, owoce i bułeczki z ziarnami.
Poszedłem do wypożyczalni sprzętu i wypożyczyłem narty. „A teraz jeszcze instruktor” - pomyślałem.
Gdy już wszystko załatwiłem i miałem założone narty, doszedłem do wniosku, że nauka jazdy „na deskach” nie jest taka łatwa. Przede wszystkim trzeba się nie bać, bo inaczej nic z tej nauki nie będzie.
Ja niestety bałem się okropnie, nogi nie chciały mnie słuchać, rozjeżdżały się, każda w swoją stronę.
- Górka jest zbyt stroma - cały czas tak powtarzałem, aż instruktor w którymś momencie trochę się zirytował i powiedział:
 - Proszę pana, ten szlak jest przeznaczony dla maluchów, a pan jak widać trochę jest zbyt duży, jak na malucha…
„No tak, ale i tak się boję mimo zapewnień instruktora” - pomyślałem.
Przez dwa tygodnie trwała moja nauka i sądzę, że jestem już na poziomie gimnazjum, jeśli chodzi o jazdę na nartach.

Podsumowując mój urlop, za rok znowu spróbuję swoich sił na szlaku narciarskim.

Bal karnawałowy

W naszym mieście rok rocznie organizowany jest bal karnawałowy. Część dochodu przekazywana jest zawsze na cel charytatywny. Moim zdaniem jest to piękny gest patrząc ilu ludzi jest potrzebujących czy też chorych. W tym roku chcemy pomóc małemu chłopcu, który jest ciężko chory. Mam nadzieję że chociaż trochę dobrzy ludzie wspomogą to dziecko. Rodzice Maciusia chcąc się odwdzięczyć upiekli na bal duży piękny tort przekładany dwu kolorowym kremem i nadzieniem. Czekolada i polewa spływała po obrzeżach tortu. Z produktów mrożonych zrobiona dekoracja dodawała uroku i smaku. Wygląda niesamowicie. Przyznam szczerze iż robi wrażenie. Ostatnie przygotowania do balu. Kucharze i cukiernicy dwoją się i troją aby ich ciasta ,desery ,płonące lody z bakaliami i ziarnami oraz przystawki i przekąski były smaczne i reprezentacyjne. Orkiestra na podium stroi instrumenty. Za chwile zacznie rozbrzmiewać muzyka. Sala jest prześliczna , Dekoracje karnawałowe, girlandy dodają nastroju tej zabawie. Pierwsi goście siadają przy zastawionych stołach. Widać podziw w ich oczach. Organizator całego balu wygłasza krótkie przemówienie i zaprasza do wspólnej zabawy ,konkursów i loterii . Przy dźwiękach muzyki pierwsze pary już tańczą na parkiecie. Atmosfera jest coraz bardziej wyluzowana. Słychać śmiechy i głośne rozmowy. Kelnerzy podają kawę i herbatę w zależności od zamówienia. Goście z uśmiechem na twarzach bawią się coraz lepiej . Biorą udział w konkursach . Śmiech na sali udziela się małej garstce ponurych gości. Bal jest udany co bardzo cieszy organizatorów. Najważniejsze w całej tej imprezie jest to, iż chłopiec Maciuś dostanie dosyć ładną kwotę .Będzie miał na pokrycie części leczenia, a my organizatorzy życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Walentynki

14. lutego obchodzimy dzień Świętego Walentego. Jak co roku nie miałem pomysłu na święto zakochanych. Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że zaproszę swoją narzeczoną do restauracji.
Przecież ten dzień musi być wyjątkowy, bo jest tylko raz w roku. Ania doceniła mój pomysł, bardzo się wzruszyła gdy jej o tym powiedziałem.
Założyła czarną suknię wieczorową oraz złote kolczyki i buty na wysokich obcasach, wyglądała bardzo elegancko. Poszliśmy do restauracji na kolację przy świecach.
Podczas drogi do umówionego lokalu wieczór był jak z bajki. Padał drobny śnieg, my trzymaliśmy się za ręce a światła pobliskich latarni rozświetlały nasze uśmiechnięte twarze.
Po jakiś piętnastu minutach usiedliśmy przy zamówionym stoliku. Poprosiliśmy kelnera i złożyliśmy zamówienie.
Na samym początku zjedliśmy spaghetti i do tego po lampce czerwonego wina, a na deser ciasto z kremem i nadzieniem truskawkowym oraz lody z bakaliami. Od właściciela restauracji otrzymaliśmy jeszcze kawę po turecku.
Czas spędzony w tym lokalu minął nam szybko, ale nie zamieniłbym swojego pomysłu na inny, ponieważ moja dziewczyna prześlicznie wyglądała, miała zaczerwienione policzki i błyszczące oczy. Te oznaki świadczyły o jej zadowoleniu i wzruszeniu. Walentynki były bardzo udane, ponieważ właściciel restauracji w tym wyjątkowym dniu miał przygotowany specjalny repertuar dla swoich gości.
Była orkiestra, która przygrywała romantyczne kawałki, były również konkursy taneczne.
Na koniec każdy z gości otrzymał od firmy mały, słodki upominek.
Po powrocie do domu Anię czekała jeszcze jedna niespodzianka, a mianowicie kwiaty i szampan. Moja narzeczona uwielbia czerwone róże; kupiłem je dla kochanej osoby.

Chciałbym, aby taki romantyczny wieczór trwał wiecznie, ale co piękne niestety szybko się kończy.            

Pasowanie na pierwszaka

Moja córeczka Asia w tym roku rozpoczęła edukację. Jest uczennicą klasy pierwszej . Wszyscy jesteśmy z niej bardzo dumni. Nasza mała córeczka i ukochana wnuczka dziadków jest już pierwszakiem. Zbliża się pasowanie na ucznia . Oczywiście my i dziadkowie będziemy obecni na tej uroczystości. Dla naszej rodziny jest to wielkie wydarzenie. Wychowawczyni Asi poprosiła rodziców o pomoc w zorganizowaniu przyjęcia, a mianowicie upiec ciasto, przynieś trochę owoców i słodyczy. Bardzo przejęliśmy się rolą . Na pewno coś kupimy i przyniesiemy ,bo co do pieczenia to niestety ale żona nie ma ręki .Niejednokrotnie próbowała ,kupowała dodatki cukiernicze i piekarnicze lecz zawsze wychodziło ciasto nie nadające się do zjedzenia. Nadszedł wyczekiwany przez nas dzień. Córka wystrojona dumnie kroczy przed nami. Po drodze spotyka swoich kolegów i koleżanki którzy tak jak ona idą do szkoły. Drzwi na salę są szeroko otwarte .Pod ścianami stoją już poustawiane i zastawione stoły . Na paterach są ślicznie ułożone torciki z kremem i nadzieniem, roladki z czekoladą i polewą ,serniczki oraz ciasteczka z ziarnami i bakaliami. Pośrodku stoją termosy z kawą i herbatą . Nieco dalej różnorodne soczki dla naszych milusińskich. Nagle dostrzegłem moją mamę wraz z teściową. Obie trzymały przed sobą wielkie blachy z ciastem. Uśmiechnąłem się do żony. Zapewne jedna chciała być lepsza od drugiej. Jedno ciasto było z owocami. Moja mama zawsze ma w domu owoce i przetwory . Jej ciasto było kolorowe pokryte galaretką. Teściowa zrobiła orzechowca ciasto które jej zawsze wychodzi. Oba ciasta były wspaniałe. Zaczęło się pasowanie. Rodzice i dziadkowie stali zamyśleni. Każdy z głową podniesioną patrzał na swoją pociechę. Uroczystość była nagrywana na kamerę. Będziemy mogli kupić płytę i niejednokrotnie oglądać a w przyszłości pokazywać wnukom.

piątek, 13 lutego 2015

Wolny weekend

Pierwszy wolny weekend, od pół roku. Wreszcie się wyspałem, nie musiałem wstawać o 4:00. Pić po drodze do metra, beznadziejnej kawy z pobliskiego baru i jeść mrożonych produktów z naszej stołówki. Dziś poleżałem sobie w łóżku pijąc moją ulubioną kawę, przygotowaną z własnego ekspresu, który kupiłem na wyprzedaży kilka ładnych lat temu. Zrobiłem również mój ulubiony deser lodowy z bakaliami, ziarnami słonecznika i dodałem jeszcze mnóstwo czekolady i polewy. Włączyłem telewizor w nadziei , że nie trafię na powtórkę powtórki Letniego Kabaretu w Mrągowie. Przerzucałem kanały telewizyjne, ale wszędzie były powtórki letnich festiwali, a za oknem miałem biało bo przecież była zima. No cóż, jak to zwykło się mówić u nas w pracy „życie”. Wyłączyłem telewizor i postanowiłem wyjść po gazetę do sklepu za rogiem. Nie bardzo chciało mi się ubierać i wychodzić na zimno mając w domu ciepełko… Trudno, siła wyższa. Oczywiście zamiast jednej gazety kupiłem trzy oraz dwa modele samolotów do sklejania. Gdy byłem małym chłopcem bardzo lubiłem sklejać modele i nawet nieźle mi to szło. Rozebrałem się szybko i zabrałem do sklejania samolotów; tak mnie to pochłonęło, że nie zauważyłem jak minęło popołudnie oraz wieczór. Dopiero bicie zegara, aż dwanaście razy, przypominało mi, że to północ! Poszedłem szybko pod prysznic i położyłem się spać. Rano obudziłem się i czym prędzej przystąpiłem do sklejania drugiego modelu samolotu, a gazety… no cóż czekają do następnego wolnego weekendu, który nie wiem kiedy znowu nastąpi. Teraz gdy wracam do domu z pracy, zerkam tylko na swoje dwa modele samolotów, które przypominają mi lata mojego dzieciństwa oraz miło spędzony wolny weekend.

czwartek, 12 lutego 2015

Życiowa decyzja

Piękny słoneczny poranek. Ludzie spieszą się do pracy , dzieci do szkoły. Ja siedzę w domu, patrzę w okno a głowę mam pełną różnych myśli. Niedawno straciłem pracę. Zakład w którym pracowałem został zamknięty .Według dyrekcji przynosił same straty. Zasiliłem szeregi bezrobotnych. Mam pewne plany, ale muszę dokładnie wszystko przemyśleć. Muszę podjąć bardzo ważną decyzję od której będzie zależało dalsze moje życie. Wymyśliłem nowy sposób na przetrwanie. Zawsze marzyłem o małym własnym sklepiku na tutejszym osiedlu. Dzisiaj się okaże czy marzenia się spełniają. Czekam z niecierpliwością na decyzję. Doczekałem się, mam lokal i pożyczkę na start. Radość zagościła w moim sercu. Wystarczy mały remoncik i zaczynam pracę u siebie. Jestem z siebie bardzo dumny .Mam dużo pomysłów na przyszłość. Towar będę brał z hurtowni mojego kolegi. Za tydzień otwarcie. Półki zapełniają się towarem z jednej strony dodatki cukiernicze, mieszanki piekarnicze, czekolady i polewy z drugiej świeże pieczywo, bułeczki słodkie z bakaliami i ziarnami. W zamrażarkach produkty mrożone; owoce ,warzywa, frytki różnego rodzaju pierożki itp. W gablotach kolorowe cukierki ,lizaczki i batoniki kuszą najmłodszych klientów. Ogólnie patrząc mój sklepik wygląda coraz ładniej. Kolorowe rolety w oknach i różnej wielkości obrazeczki na ścianach dodają uroku. Staram się aby klienci byli zadowoleni bo to od nich zależy utrzymanie się na rynku .Jutro wielkie otwarcie. Plakaty i reklamy na mieście być może przyciągną klientów. Oczywiście w pierwszy dzień czeka w sklepie mnóstwo niespodzianek ,między innymi gorąca kawa z expresu, ciasteczka z kremem i nadzieniem i oczywiście promocje- to co każdy lubi. Od otwarcia minął miesiąc. Mam swoich stałych klientów. Żyję sobie spokojnie i mam nadzieję że tak będzie zawsze.

środa, 11 lutego 2015

Tłusty czwartek

- Co upieczemy na Tłusty Czwartek? - spytała pani Zosia z Klubu Przyjaciół Dobrego Smaku.
Klub ten powstał w osiedlowym bloku w jego piwnicach. Zadaniem klubu było pomagać paniom wypiekać różnego rodzaju ciasta. Członkinie owego towarzystwa zebrały się, aby ustalić plan na dzisiejszy dzień.
- Pączki i oponki - powiedziała pani Jadzia.
- Dobrze - odpowiedziała Zosia, prezes klubu. - A kto przyniesie frytury i tłuszcze do wypieku pączków?
- Ja - odpowiedziała Krysia.
- Czy tylko pączki będziemy wypiekać? - padło pytanie Zuzi.
- Nie, może jeszcze upieczemy coś z kremem.
- To znaczy co? - spytała Zosia.
- Może jakieś ciasto z kremem lub tort czekoladowy? – zaproponowała Kasia.
No tak, polewy, to specjalność Kasi.
- Kupimy również produkty do lodów i zrobimy lody z bakaliami. Ja przyniosę czekolady - wtrąciła Ola.
- No dobrze, do tego przydałaby się jakaś dobra kawa - powiedziała pani prezes.
- Edyta parzy świetną kawę, a po drugie, ma nowy ekspres. Z pewnością go przyniesie i nam zaserwuje znakomity napój - powiedziała Zuzia.
- Każda z nas niech też przyniesie swojego wyrobu przetwory aby jeszcze bardziej uświetnić ów dzień - podsumowała dyskusję Zosia.
Trzeba powiedzieć, że owe panie wszystkie uwielbiały spotykać się w klubie na zebraniach, gdzie plotkowały na różne tematy, a jednocześnie udawały przed swoimi mężami, że ciężko pracują na rzecz innych mieszkańców osiedla. Takie wymówki były co sobotę, właśnie tego dnia mężowie musieli sprzątać i gotować w domu, bo panie były przecież bardzo zajęte.
Każda z nich miała też słuszną tuszę i dlatego postanowiły stworzyć taki klub, aby móc w sposób ukryty objadać się słodyczami i plotkować o swoich sąsiadkach.

Każde zebranie kończy się bardzo późno, ponieważ jego ukoronowaniem jest degustacja wina wyrobu samej prezesowej! Uczestniczki tajemnego spotkania powracają do domu w szampańskim nastroju…

wtorek, 10 lutego 2015

Parapetówka

Dzisiaj jest wielki dzień. Urządzamy dla naszych znajomych parapetówkę. Mamy troszkę tremę. .Jest to pierwsza impreza organizowana przez nas ,w naszym nowym mieszkaniu.. Mieszkanie jest już prawie wykończone. Pozostały małe drobiazgi, ale to jest tylko kwestią czasu. Pomimo iż kupiliśmy produkty cukiernicze, polewy i czekolady, to najprawdopodobniej kupimy same gotowce. Będzie szybciej i wiadomo że udane. W domu bywa różnie zwłaszcza na nowym nie wypróbowanym sprzęcie. Jeszcze tylko cztery godziny i wielkie otwarcie naszego mieszkania. Catering przywieziony ,wszystko wygląda bardzo smakowicie. Patera z tortem ozdabia cały stół. Kolorowe masy i nadzienia dodają szyku i smaku. Wokół mnóstwo półmisków z przekąskami, Całość robi wrażenie. Mamy nadzieję iż naszym gościom wszystko będzie smakowało , bo na tym nam bardzo zależy. Ostatnie przygotowania i wszystko naszym zdaniem jest dopięte na ostatni guzik. Nagle z zadumy wyrywa mnie dzwonek przy drzwiach, to na pewno nasi goście. Otwieram drzwi i serdecznie zapraszamy wspólnie z żoną do salonu tam gdzie stoi pięknie nakryty stół . Pierwsze oględziny. Widzę zachwyt w oczach znajomych Widać że mieszkanie im się podoba. Duma rozpiera nasze serca .W końcu to nasze mieszkanie, nasz azyl. Wszyscy siadają przy stole. Uroczystość rozpoczyna symboliczna lampka szampana. Smakołyki przygotowane przez firmę cateringową znikają ze stołu. Atmosfera panuję świetna. Rozmów i rad nie ma końca ,ale przecież po to są znajomi i przyjaciele. Nadeszła pora na kawę i wspaniały tort ozdobiony bakaliami i ziarnami. W skupieniu każdy pałaszował swoją porcję . Czas mijał szybko i tak w sielankowym nastroju rozstaliśmy się późnym wieczorem. Było bardzo miło. Myślę iż na pewno powtórzymy taką imprezkę .

poniedziałek, 9 lutego 2015

Ferie zimowe

Tegoroczne ferie zimowe postanowiłem spędzić u swojej babci Jadzi, która mieszka w prześlicznych okolicach. Jest tam kilka małych stawów, górek oraz przepiękny park, otoczony drzewami, a pomiędzy nimi alejki. Zimą jest tu wyjątkowo pięknie. Całe dwa tygodnie beztroski, nie martwienia się niczym, spania do południa i bezgranicznej zabawy na górkach… Czy można wymarzyć sobie piękniejsze ferie?!
W sobotę poleniuchowałem sobie trochę w łóżku pod pierzyną, gruby śnieg za oknem padał i przykrywał stare drzewa w sadzie. Patrząc na nie, przypomniałem sobie, że u babci w piwnicy schowane są w starym regale (jak to ona miała zwyczaj przechowywać) owoce i przetwory oraz konfitury z tych drzew.
Zszedłem po nie, bo akurat nabrałem ochoty na naleśniki, a babcia Jadzia robiła je po prostu fantastyczne. W regale znajdowały się nie tylko różne przetwory, ale były też bakalie, ziarna i kawa.
„Och ta babcia zawsze ubezpieczona na wszelki wypadek” – pomyślałem. Wziąłem co miałem wziąć i wróciłem na górę, aby zrobiła mi moje ulubione naleśniki.

Ferie u mojej ukochanej babci minęły mi bardzo szybko, aż żal było wyjeżdżać. Codziennie z kolegami chodziliśmy pozjeżdżać na sankach, a wieczorami bawiliśmy się w chowanego w parku. Cudownie jest mieć babunię, która codziennie wymyśla mi różne potrawy i piecze ulubione naleśniki. Szkoda, że ferie nie mogą trwać miesiąc, ale no cóż, pora wracać do swoich obowiązków i życia codziennego. Na szczęście wakacje są już za kilka miesięcy i znów będę mógł pojechać do swojej babci Jadzi.

piątek, 6 lutego 2015

Niespodzianka dla Basi

W ostatni czwartek w Pizza Hut spotkałem Monikę i Kasię, dowiedziałem się wtedy, że nasza koleżanka Basia, obchodzi w lutym urodziny. Postanowiliśmy zrobić jej niespodziankę i zorganizować przyjęcie.
Zabraliśmy się, ochoczo do zaplanowania owej uroczystości.
Kasia upiecze tort czekoladowy, kupi tylko czekolady i polewy, aby go udekorować. Monika zrobi kremy i nadzienia do naszego tortu, aby ładnie wyglądał i smakował. Ja przygotuję kawę z kardamonem. Zastanawialiśmy się jeszcze co więcej, kawa i tort to troszkę za mało. Zdecydowaliśmy, że podamy owoce i przetwory, ponieważ Basia je uwielbia. Zorganizujemy jeszcze produkty do lodów i zrobimy deser lodowy. Nie byliśmy pewni, czy bakalie i ziarna słonecznika pasują do lodów. Ostatecznie doszliśmy do wniosku że tak, dodatki takie podniosą smak naszego deseru, więc je też zakupimy.
Poprosimy jeszcze o pomoc Darka, on świetnie zna się na muzyce, więc doradzi nam, jakie utwory najlepiej przygotować na przyjęcie urodzinowe. Ma też odpowiedni sprzęt do tego, wzmacniacz, kolumny itp. Poza tym jego brat pomoże nam udekorować mieszkanie, bo jest z zawodu dekoratorem wnętrz. Po rozplanowaniu co kto zrobi i kupi, zaistniał problem, u kogo zrobimy to wszystko. Nikt z nas nie miał pomysłu. Po dłuższej chwili zastanowienia doszliśmy do wniosku, że sama Basia ma duże lokum, musimy tylko jakoś to zaplanować, aby dostać się do mieszkania podczas jej nieobecności. Poprosimy tylko o pomoc jej siostrę, Anię, która pomoże nam to wszystko dopiąć na ostatni guzik. Sobota będzie najlepszym dniem, Basia wtedy zawsze robi zakupy i pół dnia spędza poza domem.

Jakież było nasze zdziwienie; gdy ów dzień nastąpił, mieszkanie było zajęte, trwała jakaś huczna impreza. Widać nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł…

czwartek, 5 lutego 2015

Szczenięcy wybryk

W moim rodzinnym domu zawsze były zwierzęta. Teraz pomimo, iż mam swoją rodzinę również biega i łobuzuje na równi z dziećmi śliczny młodziutki psiak rasy labrador. Pomimo kilku miesięcy piesek jest już duży i zbudowany, natomiast charakter wskazuje , iż to jest szczeniaczek. Trzymają się go tylko psoty i zabawy, tak też było tego feralnego dnia. Spodziewaliśmy się niespodziewanych gości ,trzeba było zrobić szybkie zakupy i coś przygotować. Dwie pełne siatki przytargałem do domu. Zdążyłem wypakować na stół jak zadzwonił telefon. To moja żona instruowała mnie co mam zrobić. Tak mijały minuty .Dobrze mi się rozmawiało, lecz hałas w kuchni przerwał moje pogaduszki. To co tam zobaczyłem przeszło moje oczekiwania. Mój wesoły psiak buszował w zakupach. Połowa była już na podłodze rozsypana ,reszta pogryziona .Produkty cukiernicze były tak wymieszane iż nie wiadomo było co z czym. Wszystko nadawało się do wyrzucenia Nie wiedziałem co mam zrobić: śmiać się czy płakać .Wybrałem to pierwsze. Taki śmiech mnie ogarnął iż, pies nie wiedział co się dzieje. Zaczął jeszcze bardziej buszować w moich zakupach. Owoce i przetwory leżały pod stołem. Próbowałem to ogarnąć zanim wróci żona do domu, jednak nie bardzo mnie to wychodziło. Czas mijał szybko Zastawiłem ten bałagan i pobiegłem do sklepu na zakupy. Tym razem kupiłem tylko ciasto z kremem i nadzieniem z bakaliami i ziarnami, lody , czekoladę i polewę. To musi wystarczyć gościom i nam. W domu wspólnie z żoną uprzątnęliśmy cały rozgardiasz. Zanim przyszli znajomi wszystko stało na stole. Przy kawie opowiadaliśmy o naszym pięknym ,,łobuzie’’, który wabi się Fado.

Słodka nagroda

Zbliżają się święta Wielkanocne, ludzie biegają po sklepach ,kupują wszystko co tylko jest na półkach. Towar znika w mgnieniu oka Ja z karteczką w ręku próbuję pomóc żonie w cięższych zakupach. Nie bardzo mnie się to podoba, ale cóż taka moja rola. Święta w tym roku i tak zapowiadają się mniej pracochłonne ,bo ciasta zamówimy w cukierni. W zamian zdecydowaliśmy się kupić produkty do lodów ,owoce i przetwory i zrobić nasze słynne lody własnej produkcji. Radość będzie niesamowita bo co jak co ale lody nam zawsze wychodzą. Ostatnie przygotowania ,potrawy gotowe poukładane w lodówce czekają na te szczególne święta. Jeszcze tylko jutro muszę odebrać zamówione ciasta i możemy świętować. Byłem niezmiernie zaskoczony gdy pani z cukierni na paragonie zapisała mój numer telefonu i wrzuciła do specjalnego pudełka twierdząc iż cukiernia ogłosiła konkurs .Losowanie odbędzie się za dwa tygodnie. Trzech laureatów otrzyma po pięknym torcie. Uśmiechnąłem się i wyszedłem życząc spokojnych świąt. Czas płynie szybko ,mija dzień za dniem ,po świętach pozostało tylko wspomnienie. Jutro już szkoła praca i codzienne życie. Tak właśnie mijały dni, aż tu nagle dzwoni telefon. Przedstawiła się ta miła pani z cukierni i oznajmiła mi ,iż wygrałem tort po który mam się zgłosić następnego dnia. Nie wierzyłem bo ja nigdy nic nie wygrałem, ale cóż szkodzi iść. Tort wyglądał wspaniale. Kremy i nadzienia o smaku truskawkowym. Wierzch posypany bakaliami i ziarnami. Tort był bardzo apetyczny. Zaprosiłem naszych sąsiadów , zrobiliśmy sobie kawę i mieliśmy smakowitą ucztę. Tym bardziej że nie zawsze wygrywa się taką nagrodę. Ja wygrałem po raz pierwszy ale myślę że nie ostatni.

środa, 4 lutego 2015

Prezent dla cioci Krysi

Pod koniec stycznia ciocia Krysia obchodzi urodziny. Ta towarzyska osoba urządza wtedy przyjęcie. Jej niewielkie mieszkanie jest w stanie pomieścić wygodnie tylko najbliższą rodzinę i te osoby, z którymi utrzymuje ona najbardziej zażyłe kontakty. Pozostali są proszeni w innych terminach, zwykle przed urodzinami. Ja, Ania i Basia odwiedziliśmy ją tydzień wcześniej.
Solenizantka otrzymała od nas w prezencie bukiet kwiatów, pięknie udekorowane ciasto czekoladowe upieczone przez Anię (czekolady i polewy to jej specjalność) oraz wspaniały, ciśnieniowy ekspres do kawy. Ten ostatni był rezultatem naszych narad nad potrzebami cioci, namiętnego smakosza tego szlachetnego napoju. Ciocia wspominała od dłuższego czasu, że ekspres, który ma od niedawna, nie spełnia jej oczekiwań, zaś stary jest „już nie taki, jak dawniej”. Cokolwiek by to nie miało znaczyć, wyglądało na to, że z pewnością trafimy z tym upominkiem. Tymczasem…
Bukietem była zachwycona, uśmiechnęła się na widok ciasta i zabrała się do rozpakowania głównego naszego prezentu. Wyglądała, jakby z lekka ją zamurowało, podziękowała grzecznie, ale zdaliśmy sobie sprawę, że chyba coś jest nie tak.
- Podoba się cioci? - zagadnęła nieśmiało Basia. - Wybraliśmy najbardziej popularny model na kapsułki… ten reklamowany w telewizji… uznanej marki…
- Tak, moje dziecko - ciocia miała zwyczaj tak mówić do każdej osoby choćby tylko nieco młodszej od niej samej - dobry ekspres, kawa w kapsułkach do niego gratis, wychodzi naprawdę bardzo smaczna. Bardzo wam dziękuję…
Podała zaparzoną w kuchni kawę, ciasto Ani, owoce i przetwory własnego wyrobu. Reszta wieczoru upłynęła w bardzo fajnej atmosferze.

Sprawa wyjaśniła się przypadkiem dwa tygodnie później. Okazało się, że nasza biedna ciocia dostała dwa takie same ekspresy od innych gości. Nasz był trzeci!

Urodziny teściowej

Zbliża się ważne święto rodzinne –80 urodziny teściowej. Jak wiadomo muszę się dobrze postarać aby prezent który kupię spodobał się. Owszem zdaję sobie sprawę że mam nikłe szanse, ale rok rocznie próbuję i mam nadzieję iż nadejdzie dzień kiedy zobaczę uśmiech na twarzy teściowej ,a nie jak zwykle grymas niezadowolenia. Gości ma być wiele . Jedziemy całą rodziną do Walimia by tam celebrować tak ważne dla niej i dla nas święto. Byłem niesamowicie zdziwiony gdy pod drzwiami zamiast spokoju słyszałem krzyki. Wahałem się czy mam wejść czy wracać? Było tak głośno że nikt nie usłyszał dzwonka. Dyskretnie uchyliłem drzwi ,to co zobaczyłem przeszło moje oczekiwania. Stół był zastawiony ale nie tym co potrzeba. Teściowa zamiast poprosić o pomoc chciała przygotować wszystko sama .Chciała nam udowodnić że potrafi sama przygotować imprezę. Wydawało jej się że ciągle ma 30 lat. Kupiła dodatki cukiernicze, bakalie i ziarna, czekolady i polewy ,mąkę, frytury i tłuszcze i zaczęła wszystko mieszać. Niestety nic z tego nie wyszło. Dobrze że szwagierka przyniosła olbrzymi tort z kremem i nadzieniem oraz szampana. Szybko uprzątnęliśmy stół ,postawiliśmy przekąski i kawę , zaczęliśmy świętować. Wznieśliśmy toast .Było trochę śmiechu zwłaszcza jak przypomniało nam się jak jubilatka chciała piec niesamowite ciasto z książki kucharskiej. Nadszedł moment rozpakowywania prezentów .Siedziałem bez słowa i czekałem znowu na reprymendę . Aż tu nagle szok. Zobaczyłem uśmiech na twarzy teściowej. Byłem pod wrażeniem mój prezent bardzo jej się podobał. Doczekałem się, cierpliwość popłaca. W miłej atmosferze dzień dobiegł końca, trzeba się zbierać do domu. Pożegnaliśmy się i kierunek dom.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Niesamowity sen

W ostatni weekend spotkałem się ze znajomymi w pizzerii.W sumie było nas sześć osób, ale w większości były to kobiety.
Skoro kobiety, to oczywiście nasze rozmowy były na tematy kulinarne, przede wszystkim o dekorowaniu i pieczeniu ciast. Każda pani przechwalała się przed innymi, co najlepiej robi. Zuzia opowiadała o kremach i nadzieniach, Kasia o czekoladach i polewach a Monika o przetworach owocowych.
Cały wieczór słuchałem o wypiekach i gotowaniu.
W odpowiedniej chwili przeprosiłem panie i powróciłem do domu, ponieważ owe tematy mnie nudziły.Gdy tylko wszedłem do mieszkania postanowiłem się wykąpać i iść spać.
Gdy tylko przyłożyłem głowę do poduszki, usłyszałem:
- Panie Grzegorzu, musi pan upiec tort czekoladowy na egzamin - powiedziała moja pani profesor. - Ma pan tu składniki potrzebne do zrobienia owego ciasta.
Ja mam upiec ciasto, to niemożliwe; ja nigdy nie piekłem ciasta!...
- Jeśli chce pan uzyskać dyplom, musi pan to wykonać. - Na stole leżały jajka, mąka, czekolady i tłuszcze, oraz inne składniki, których nie potrafię nazwać.
- Niech pan się zabiera do pracy, jeśli chce pan zdać egzamin, jak pan tego nie zrobi, nigdy pan nie skończy szkoły!
No cóż, skoro to jest warunek do ukończenia szkoły, to muszę to zrobić.
Jak mam się do tego zabrać? Chyba muszę najpierw przesiać mąkę… Gdy tylko wziąłem sitko, cała mąka rozsypała mi się na podłogę! Pomyślałem sobie, że może sparzę jajka, ale gdy włożyłem je do wrzątku, wszystkie popękały a żółtka wylądowały w tym samym miejscu!... To może tłuszcz dodam do ciasta, ale sam już nie wiem jak to się stało, ale tłuszcz też spadł na podłogę!
Gdy tak popatrzyłem na to wszystko, przestraszyłem się niesamowitego bałaganu.
Nagle słyszę kroki mojej profesor. O mój Boże, co teraz będzie! Ogarnął mnie przeraźliwy strach, pomyślałem że może schowam się pod stołem.

- Panie Grzegorzu - słyszę krzyk pani profesor. Gdy już miałem się odwrócić, usłyszałem dzwonek mojego budzika. Przebudziłem się i zorientowałem, że to był tylko sen. Co za ulga!

Niezwykły prezent

Zbliża się czas wakacji, ale jeszcze nie dla mnie. Za dwa tygodnie mam obronę pracy magisterskiej. Ostatnie powtórki i koniec edukacji, dostanę dyplom a potem dalsze życie, praca i mam nadzieję nowy dom i rodzina. Rodzice przygotowali dla mnie prezent o jakim nawet nie marzyłem a mianowicie wyjazd na tydzień do Egiptu. Lecę pierwszy raz samolotem do kraju o którym tyle czytałem. W końcu zobaczę słynne piramidy i wiele zabytków z których słynie Egipt. Lot minął bez żadnych niespodzianek. Jestem już na miejscu. Wkoło mnóstwo turystów. Pogoda piękna, słońce świeci. Marzę aby być już w hotelu rozpakować się i skorzystać z kąpieli morskiej. Jest cudownie leżę na plaży a tu kelner podaje mi kawę. Zaskoczenie moje nie miało granic gdy po powrocie z plaży poszedłem na stołówkę i zobaczyłem te stoły zastawione różnymi smakołykami. Kolorowe ciasta i torty, kremy i nadzienia oblegały roześmiane dzieci. Ja uwielbiam produkty które zawierają dużo nabiału oraz owoce i przetwory. Wybór jest taki ,iż każdy znajdzie coś dla siebie. Owszem są osoby które wszystko krytykują ,ale takich nigdzie nie brakuje. Egipt jest piękny, wczasy tam uważam za nie zapomniane. Na pewno jeszcze nie raz tu przylecę. Chcę poznać kulturę jaka tu panuje. Wszystko mnie tu pasjonuje. Poznałem kilka osób z obsługi hotelowej z którymi mam zamiar utrzymywać kontakt. Język dla mnie nie jest barierą, bo angielski nie sprawia mi żadnego problemu. Niestety czas minął bardzo szybko, nadszedł dzień powrotu. Lotnisko , samolot i znowu jestem w Polsce. Miałem czas aby poukładać sobie dalsze plany i rozpocząć dorosłe życie.

piątek, 30 stycznia 2015

Hurtownia

Moja koleżanka Iza powiedziała mi, że pracuje w hurtowni spożywczej. Wyjaśniła, co można tam kupić.
Byłem bardzo zdziwiony, jaki tam znajduje się asortyment produktów i półproduktów.
Dla cukierników mieszanki cukiernicze, aby można było wypiekać doskonałe ciasta i ciasteczka. Są też różne kremy i polewy, które wzbogacają smak ciast, aby mogły  być przepyszne.
Nieodłącznym dodatkiem do ciasteczek są też bakalie, ziarna, więc one też znajdują się na półce w hurtowni.
Większość towaru jest na dużych paletach w magazynach. Aby rozpakować taką paczkę z produktami, musi podjechać specjalny wózek widłowy, który podniesie towar i przewiezie do odpowiedniego pomieszczenia.
Później są pakowane do mniejszych torebek i lądują w naszych osiedlowych sklepach.
Dla piekarzy mieszanki piekarnicze, z pewnością do wypieku różnego rodzaju chleba i bułek.
Hurtownia to nie tylko ciasta i pieczywo, można też zaopatrzyć się w nabiał oraz owoce i przetwory potrzebne do produkcji różnych smacznych rzeczy.
Kawa też znajduje tutaj swoje szczególne miejsce, można wybrać według smaku, aromatu i ceny a także wielkości opakowania.
Mają tam także swoje miejsce produkty mrożone, poczynając od marchewki, groszku, pierogów i kurczaków a kończąc na dodatkach do lodów.
Jak widać można wybrać coś dla siebie, jeśli ma się ochotę prowadzić sklep.
Przy hurtowni mojej koleżanki Izy, znajduje się również dział sprzedaży detalicznej, więc taki klient jak ja, też może tam zaopatrzyć się w potrzebne produkty.

Iza pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego warto kupować w hurtowni. Teraz wiem, że jak będę robił przyjęcie na moje czterdzieste urodziny, to potrzebne produkty kupię właśnie tam.

czwartek, 29 stycznia 2015

Trudny wybór

Gimnazjum to czas wyboru i to bardzo ważnego wyboru. Muszę podjąć trudną decyzję .a mianowicie kim chcę być ,jak ma wyglądać moja przyszłość. Rodzice chcą żebym poszedł do liceum ,potem na studia- został inżynierem , lekarzem czy też prawnikiem .Niestety to są ich ambicje ,ja po prostu chcę być cukiernikiem ,mam tyle pomysłów i marzeń. W domu zawsze byłem przy mamie jak testowała nowe przepisy. Patrzałem jak wszystkie dodatki cukiernicze pojawiają się na stole .Niejednokrotnie mieszałem wszystkie składniki, a mama aby było szybciej robiła krem i nadzienie do naszego nowego ciasta. W oka mgnieniu cisto wyglądało coraz apetyczniej. Jeszcze tylko poczekamy jak wystygnie, dodamy czekoladę i polewę, posypiemy bakaliami i ziarnami i próba. Jak zawsze na stole pojawia się kawa, siadamy wspólnie przy stole i próbujemy ciasto które jak zwykle jest wspaniałe. Wtedy też odważyłem się na poważną rozmowę z rodzicami o moich planach na przyszłość. Pierwszy moment nie był zbyt miły, widziałem w oczach rodziców rozczarowanie ,ale dałem im czas .Wiedziałem że do tej rozmowy jeszcze wrócimy. Wiem że rodzice chcą mojego dobra i zaakceptują mój wybór. Mama zna moją pasję i na pewno pomoże mi przekonać tatę do zaakceptowania mojej decyzji. Z wypiekami na twarzy czekałem na ich jedno słowo –zgoda. Doczekałem się i to szybciej niż myślałem .Radość moja nie miała granic. Opowiadałem rodzicom jak będzie wyglądać moja cukiernia, o moich planach, było cudownie. Mama z uśmiechem na ustach stwierdziła ,iż od tej pory przekazuje mi pałeczkę w zakresie wypieków, tak też zrobiła. Moje ciasta wychodziły apetyczne i smaczne, wszyscy tak uważają. Mam nadzieję że podjąłem dobrą decyzję.

środa, 28 stycznia 2015

Frank szwajcarski idzie w górę

W piątek, jak co tydzień, skoczyłem rano po pieczywo i nabiał do sklepu. Znajdował się on po drugiej stronie ulicy. Ot, taki osiedlowy mały punkt zaopatrzenia w najbardziej pilne artykuły spożywcze, tudzież owoce i przetwory jak również wino dla okolicznych „smakoszy”.
Pracowników, a właściwie pracownice, bo personel - nie licząc nieobecnego zwykle kierownika - to wyłącznie miłe panie, był mi doskonale znany. Od lat byłem tu stałym klientem. Odpowiadały mi niewielka odległość od sklepiku, zawsze uprzejma obsługa oraz przyzwoite ceny.
Tego dnia wybrałem: bułeczki, mleko, dżem i masło. Ręka zadrżała nad opakowaniem mojej ulubionej suchej krakowskiej, ale przemogłem się i zwalczyłem pokusę. Nie, nie dlatego, że piątek… Przeklęta dieta, na którą jestem skazany już od miesiąca. Po co mi była ta wizyta u lekarza?...
Przy kasie lekki szok. Cena przynajmniej o jedną trzecią wyższa niż zwykle! Jako że mam niezmienne upodobania, kwota, którą normalnie zostawiam w sklepie, jest w przybliżeniu stała. Ponieważ nie było kolejki, wdałem się w rozmowę z kasjerką.
- Jakieś podwyżki, pani Kasiu?
- Kierownik podniósł ceny - ekspedientka uśmiechnęła się przepraszająco. - Niektóre artykuły, zwłaszcza nabiał, kawa, pieczywo i produkty mrożone - nawet o połowę. Klienci mówią, że to dlatego, że likwidują „Biedronkę”. No wie pan, nie będzie teraz konkurencji. Ale ja myślę, że w grę wchodzi jeszcze jeden powód. Zauważył pan, jaki ostatnio chodzi struty?
- Rzadko go widuję, ale chyba rzeczywiście.
- Podsłuchałam jego telefoniczną rozmowę z żoną. Oni brali kredyt we frankach i ona jest wściekła, bo podnieśli im ratę. Wrzeszczała na niego, a ten biedak obiecywał, że ich poziom życia nie spadnie, że się postara itp. No i się postarał! Ceny podniósł i teraz myśli, że więcej zarobi. A my to co? Za parę groszy tyramy!...

Zapłaciłem szybko i wróciłem do domu.

wtorek, 27 stycznia 2015

Spotkanie po latach

Piękny słoneczny poranek, szedłem aleją lipową w stronę miasta ,nagle w oddali ujrzałem znajomą twarz- nie mogłem uwierzyć w to co widzę, to była Kasia moja licealna miłość, dziewczyna o pięknych długich włosach. Kasia mnie jeszcze nie zobaczyła. Nie mogłem się powstrzymać zawołałem ją po imieniu i nagle stanęła spojrzała w moim kierunku-oniemiała, obydwoje podbiegliśmy do siebie rzuciliśmy się w ramiona . Radość była niesamowita. Łzy szczęścia płynęły jej po policzkach. Nie wierzyliśmy obydwoje że jeszcze się spotkamy. Zapomniałem o wszystkim gdy ją ujrzałem, liczyła się tylko ona .Zaprosiłem ją do najbliższej kawiarni i tam przy lampce wina ,pysznych lodach śmietankowo-truskawkowych z rodzynkami zaczęła mi opowiadać o sobie. Jest mistrzem cukierniczym ,przyjechała do nas na targi .Opowiadała mi z wypiekami na twarzy o dodatkach cukierniczych, bakaliach jakie używają do wypieku pysznych ciast i ciasteczek. Pokazała mi zdjęcie tortu który wystawiła na konkurs. Był niesamowity, tyle bakalii, orzechów, kolorowe kremy i nadzienia , mnóstwo różnych owoców, to było to co lubię. Zaprosiła mnie do swojej cukierni, bardzo chciała żebym przyjechał. Obiecała mi wszystko pokazać ,była bardzo podekscytowana ,widziałem ile dla niej znaczy. Mogła opowiadać o niej godzinami. Zorientowałem się ,iż to nie jest zwykła mała cukierenka ,ale duża sieć cukierni. Pomimo dużych zmian w jej życiu błyski w oczach mojej dawnej Kasi zastały do dziś .nic się nie zmieniła -jeszcze wypiękniała. Moglibyśmy tak siedzieć rozmawiać i patrzeć na siebie ,jednak czas płynął szybko. W milczeniu kończyliśmy pić kawę. Nieustannie zbliżał się czas rozstania ,jednak myślę że nie na długo ,obiecaliśmy to sobie.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Beztroskie lata

Postanowiłem w najbliższy weekend odwiedzić moich dziadków na wsi.
Po skończonej pracy spakowałem plecak i wyruszyłem za miasto.
Gdy tylko przekroczyłem próg domku babuni, przypominały mi się  zapachy z dzieciństwa.
Babcia Jadzia właśnie robiła kremy i nadzienia do ciasta urodzinowego naszej cioci Sylwii, która skończyła siedemdziesiąt lat.
Na stole były czekolady i polewy, pewnie do tortu czekoladowego dla cioci.
Gdy tak obserwowałem babunię, poczułem bardzo ładny zapach, który przeniósł mnie do świata marzeń.
 Na kuchence stała moja ulubiona kawa zbożowa z mleczkiem. Pamiętam, że babunia  robiła też świetny nabiał, twarożki i kefiry, oraz owoce i przetwory z sadu dziadka.
 Babunia dość często powtarzała że są to ciężkie czasy, ale dla mnie to były wspaniałe beztroskie lata mojego dzieciństwa.
Gdy tak zatopiłem się w wspomnieniach i zapachach mojej młodości, kotka Lusia wspięła się na moje kolana. Pamiętam, ile razy tuliłem ją do piersi, gdy było mi smutno.
Bardzo często wracam do czasów, kiedy nasze gry i zabawy w ogrodzie dziadka kończyły się późno, oczywiście tylko w czasie wakacji, które spędzaliśmy na wsi.
Dziadek kupował wtedy produkty do lodów i robiliśmy sobie prawdziwą ucztę lodową.
Azor, pies moich dziadków, był nieodłącznym towarzyszem moich zabaw na łące.
Nawet dni deszczowe spędzane w domu rodziców taty, miały swój urok. Można było pograć w chowanego na strychu lub pobuszować w szufladach babuni.
Dziadek uwielbiał karmić ptaki, podkradał wtedy z zapasów babci bakalie, ziarna. Najbardziej chyba smakowały ptaszkom orzeszki oraz ziarna słonecznika.

Szkoda, że czasu nie można zatrzymać, chętnie bym to zrobił. Chciałbym zachować ten beztroski czas mojego dzieciństwa. Niestety ja dorosłem i czasu nie da się cofnąć. A szkoda!                        

sobota, 24 stycznia 2015

Wesele moich znajomych

Pewnego wiosennego dnia zapukał do mnie listonosz, ze swojej torby wyciągnął kopertę, którą mi wręczył. Znajdowało się w niej zaproszenie na wesele moich znajomych, wyprowadzili się oni dwa lata temu. Po paru dniach odpowiedziałem, że przyjadę. Przyjęcie odbyło się w Kołobrzegu. Przybyło dość sporo gości tak około sto osób. Zabawa odbyła się w ekskluzywnej restauracji. Jedzenia i picia było pod dostatkiem, dorosły czy dziecko, każdy mógł znaleźć coś pysznego dla siebie. Po obiedzie na stołach pojawiły się różnego rodzaju ciasta i torty, każde z nich zawierało nabiał, niektóre czekolady i polewy, inne kremy i nadzienia. Najczęściej zajadanymi były tort w polewie czekoladowej z bitą śmietaną oraz Sernik na zimno z owocami i galaretką. Do ciasta była podana gorąca kawa z ekspresu. Wszyscy dobrze się bawili, tańczyli, śpiewali, a państwo młodzi płakali ze wzruszenia. Uczestniczyłem w różnych konkursach i zabawach. Dzieci skakały, śmiały się i jadły z przyjemnością płonące lody z owocami i czekolady. Uroczystość dopełniała super orkiestra składająca się z pięciu osób grających na instrumentach oraz dwóch wokalistów. Wiele ludzi prosiło o bis. Szaleństwo trwało do białego rana, mimo to nie odczuwałem zmęczenia. Uważam, że poprawiny były również bardzo udane, nikomu niczego nie zabrakło. Przed powrotem do domu postanowiłem odwiedzić morze i skonsumować świeżą rybę. Niestety ku mojemu rozczarowaniu nie spełniała ona moich oczekiwań, ponieważ były to produkty mrożone. Na szczęście wracając do domu udało mi się kupić świeże, wędzone ryby. Czas ten bardzo mile wspominam i gdybym mógł to chętnie ponownie zabawił bym się jeszcze raz u nich na weselu.

czwartek, 22 stycznia 2015

Niezwykła podróż w krainę słodyczy

W lipcu 2012 roku Wyjechałem z moją dziewczyną na wakacje do Egiptu. Wybrałem ten kraj, gdyż Kasia bardzo kocha zajadać różnego rodzaju ciasta, a że tam jest wszystkiego pod dostatkiem, więc polecieliśmy. Już w samolocie stewardesa poczęstowała nas gorącą kawą oraz czekoladowym ciastem z bakaliami, które zjedliśmy z ogromnym apetytem. Lecieliśmy 4 godziny rozmawiając i trzymając się za ręce. Po wylądowaniu zawieziono nas do hotelu Panorama, gdzie przydzielono nam pokój z widokiem na restauracje, do której często chodziliśmy. Szczególnie smakowały nam torty zawierające kremy i nadzienia i lody, do których dodawano czekolady i polewy. Czasami zdarzało się, że kończyły się produkty do lodów, ale obsługa uzupełniała braki. Bardzo uwielbialiśmy chodzić nad morze gdzie pływaliśmy, podziwialiśmy kryształowe dno z kolorowymi rybkami. W ramach relaksu szliśmy do bufetu, w którym była bardzo dobra kawa podawana pod różnymi postaciami. Oprócz jedzenia w celu dbania o linię zwiedzaliśmy zabytki tego kraju. Będąc w Kairze odwiedziliśmy wielki bazar, na którym kupiliśmy bardzo wiele przypraw i pamiątek. Za bardzo niską cenę można było nabyć owoce i przetwory, np. dżem z fig. Byliśmy także w muzeum kairskim na Placu Tahrir oraz w Gizie zobaczyć największą atrakcję, a mianowicie piramidy. Porobiliśmy mnóstwo zdjęć. Bardzo zmęczeni wróciliśmy do hotelu na kolację. Dni w tym egzotycznym kraju mijały bardzo szybko, nie było czasu na nudę. Morze, wschody i zachody słońca, smakołyki, którymi nas rozpieszczano i klimat panujący tutaj sprawiał, iż nie chciało się wracać do rzeczywistości. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Wakacje uważamy za najpiękniejsze, a oglądając zdjęcia i używając nabyte w Egipcie dodatki cukiernicze próbujemy tak jak oni stworzyć podobne, a nawet lepsze pyszności.

Planowanie urodzin Jasia

Zostałem zaproszony na urodziny mojego kuzyna, Jasia, który kończy 5 lat. Przyjęcie urodzinowe ma się odbyć w sobotę o godzinie siedemnastej. Zaproszona jest prawie cała rodzina. Jako bilet wstępu każdy ma przynieść coś słodkiego albo owoce. Ciocia Hela przyniesie czekolady i produkty do lodów. Wujek Franek ma przynieść nabiał i przetwory. Ciocia Stasia zobowiązała się zrobić tort czekoladowy z pięcioma świeczkami. Wujek Herbert ma hurtownię cukierniczą więc zrobi bałwana z białej czekolady. Dostarczy też fryturę, tłuszcze, bakalie, i inne mieszanki cukiernicze potrzebne do wypieków. Babcia Fela ma wspaniały ekspres do kawy na kapsułki, więc kawa będzie wyśmienita. Zastanawiałem się, co mam Jasiowi kupić. Jaś bardzo lubi słodycze, ale inni już zaspokoją jego potrzeby w tym zakresie, więc postanowiłem być oryginalny i po konsultacji z moją mamą i jej przyjaciółką sąsiadką, wpadliśmy na wspaniały pomysł. Kupimy mu misia opowiadającego słodkie bajeczki. Dowiedziałem się, że takiego misia można zamówić przez internet, przy czym bajki można wybrać samemu. Przypomniałem sobie kilka bajek z własnego dzieciństwa, które zrobiły na mnie duże wrażenie tak, że pamiętam je do dzisiaj. Zamówiłem bajeczki: „Jaś i Małgosia”, ze względu na piernikową chatkę, „Stoliczku nakryj się”, gdzie pojawiały się łakocie, „Czerwony kapturek”, (koszyczek ze słodyczami). Lektorkami są nasze wspaniałe aktorki, które Jaś zna z innych bajek. Sam miś jest puszysty, jasnobrązowy. Od czasu do czasu rusza ogonkiem i na koniec bajki uprzejmie się kłania. Dlaczego za czasów mojego dzieciństwa nie było takich zabawek? Już nie mogę się doczekać tego przyjęcia i reakcji Jasia na widok mojego prezentu. Myślę, że przyjęcie będzie bardzo udane.