Postanowiłem w
najbliższy weekend odwiedzić moich dziadków na wsi.
Po skończonej pracy spakowałem
plecak i wyruszyłem za miasto.
Gdy tylko przekroczyłem próg domku
babuni, przypominały mi się zapachy z
dzieciństwa.
Babcia Jadzia właśnie robiła kremy
i nadzienia do ciasta urodzinowego naszej cioci Sylwii, która skończyła
siedemdziesiąt lat.
Na stole były czekolady i polewy,
pewnie do tortu czekoladowego dla cioci.
Gdy tak obserwowałem babunię,
poczułem bardzo ładny zapach, który przeniósł mnie do świata marzeń.
Na kuchence stała moja ulubiona kawa zbożowa z
mleczkiem. Pamiętam, że babunia robiła też
świetny nabiał, twarożki i kefiry, oraz owoce i przetwory z sadu dziadka.
Babunia dość często powtarzała że są to
ciężkie czasy, ale dla mnie to były wspaniałe beztroskie lata mojego
dzieciństwa.
Gdy tak zatopiłem się w
wspomnieniach i zapachach mojej młodości, kotka Lusia wspięła się na moje
kolana. Pamiętam, ile razy tuliłem ją do piersi, gdy było mi smutno.
Bardzo często wracam do czasów,
kiedy nasze gry i zabawy w ogrodzie dziadka kończyły się późno, oczywiście
tylko w czasie wakacji, które spędzaliśmy na wsi.
Dziadek kupował wtedy produkty do
lodów i robiliśmy sobie prawdziwą ucztę lodową.
Azor, pies moich dziadków, był
nieodłącznym towarzyszem moich zabaw na łące.
Nawet dni deszczowe spędzane w domu
rodziców taty, miały swój urok. Można było pograć w chowanego na strychu lub pobuszować
w szufladach babuni.
Dziadek uwielbiał karmić ptaki,
podkradał wtedy z zapasów babci bakalie, ziarna. Najbardziej chyba smakowały
ptaszkom orzeszki oraz ziarna słonecznika.
Szkoda, że czasu nie można zatrzymać,
chętnie bym to zrobił. Chciałbym zachować ten beztroski czas mojego
dzieciństwa. Niestety ja dorosłem i czasu nie da się cofnąć. A szkoda!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz