poniedziałek, 26 stycznia 2015

Beztroskie lata

Postanowiłem w najbliższy weekend odwiedzić moich dziadków na wsi.
Po skończonej pracy spakowałem plecak i wyruszyłem za miasto.
Gdy tylko przekroczyłem próg domku babuni, przypominały mi się  zapachy z dzieciństwa.
Babcia Jadzia właśnie robiła kremy i nadzienia do ciasta urodzinowego naszej cioci Sylwii, która skończyła siedemdziesiąt lat.
Na stole były czekolady i polewy, pewnie do tortu czekoladowego dla cioci.
Gdy tak obserwowałem babunię, poczułem bardzo ładny zapach, który przeniósł mnie do świata marzeń.
 Na kuchence stała moja ulubiona kawa zbożowa z mleczkiem. Pamiętam, że babunia  robiła też świetny nabiał, twarożki i kefiry, oraz owoce i przetwory z sadu dziadka.
 Babunia dość często powtarzała że są to ciężkie czasy, ale dla mnie to były wspaniałe beztroskie lata mojego dzieciństwa.
Gdy tak zatopiłem się w wspomnieniach i zapachach mojej młodości, kotka Lusia wspięła się na moje kolana. Pamiętam, ile razy tuliłem ją do piersi, gdy było mi smutno.
Bardzo często wracam do czasów, kiedy nasze gry i zabawy w ogrodzie dziadka kończyły się późno, oczywiście tylko w czasie wakacji, które spędzaliśmy na wsi.
Dziadek kupował wtedy produkty do lodów i robiliśmy sobie prawdziwą ucztę lodową.
Azor, pies moich dziadków, był nieodłącznym towarzyszem moich zabaw na łące.
Nawet dni deszczowe spędzane w domu rodziców taty, miały swój urok. Można było pograć w chowanego na strychu lub pobuszować w szufladach babuni.
Dziadek uwielbiał karmić ptaki, podkradał wtedy z zapasów babci bakalie, ziarna. Najbardziej chyba smakowały ptaszkom orzeszki oraz ziarna słonecznika.

Szkoda, że czasu nie można zatrzymać, chętnie bym to zrobił. Chciałbym zachować ten beztroski czas mojego dzieciństwa. Niestety ja dorosłem i czasu nie da się cofnąć. A szkoda!                        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz