Żona i dzieci wyjechali do babci na wieś.
Wreszcie pierwszy wolny weekend od wielu miesięcy. Oj! jak
cudownie, dwa dni tylko dla siebie. Będę mógł spać do późna i nie będę nic
robić, żadnego odkurzania czy nawet zmywania.
Och! jak dobrze, jaka błoga cisza. Poleżę jeszcze sobie w
moim kochanym łóżeczku i pooglądam telewizję.
Z takim przeświadczeniem obudziłem się w sobotę rano. Aż tu
nagle słyszę dzwonek telefonu. W pierwszej chwili pomyślałem, że to dzwonią
moje dzieci, szybko wstałem i odebrałem.
- Słucham?
- Dzień dobry Krzysiu, tu Hania - usłyszałem.
Moje zdziwienie było nie lada, bo to dzwoniła moja koleżanka
jeszcze z liceum, której nie widziałem parę ładnych lat. Okazało się, że jest
przejazdem w Warszawie, ma trochę czasu i możemy się spotkać.
Nici z mojego wolnego weekendu - pomyślałem, ale z drugiej
strony to bardzo dobrze, że zobaczę po tylu latach moją przyjaciółkę ze szkoły.
Pamiętam, że Hania bardzo lubiła: ciasto z kremem z dużą ilością polewy
czekoladowej oraz lody z bakaliami i ziarnami słonecznika. Przygotuję jej również
ulubioną kawę z cynamonem.
Szybko się ubrałem i poszedłem do supermarketu kupić
potrzebne produkty. Przy okazji kupiłem też inne rzeczy bo moja córka obchodzi za
kilka dni urodziny i obiecałem jej upiec tort z nadzieniem malinowym.
Zakupy mi zajęły dwie godziny, bo jak to bywa kupiłem jeszcze
wiele innych produktów - przecież były w promocji.
Nasze nieoczekiwane spotkanie po tylu latach okazało się bardzo
udane; dowiedziałem się że Hania ma dwoje uroczych dzieci a jej mężem jest Paweł,
z którym oboje przyjaźniliśmy się w liceum.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz