poniedziałek, 23 lutego 2015

Nieoczekiwane spotkanie

Żona i dzieci wyjechali do babci na wieś.
Wreszcie pierwszy wolny weekend od wielu miesięcy. Oj! jak cudownie, dwa dni tylko dla siebie. Będę mógł spać do późna i nie będę nic robić, żadnego odkurzania czy nawet zmywania.
Och! jak dobrze, jaka błoga cisza. Poleżę jeszcze sobie w moim kochanym łóżeczku i pooglądam telewizję.
Z takim przeświadczeniem obudziłem się w sobotę rano. Aż tu nagle słyszę dzwonek telefonu. W pierwszej chwili pomyślałem, że to dzwonią moje dzieci, szybko wstałem i odebrałem.
- Słucham?
- Dzień dobry Krzysiu, tu Hania - usłyszałem.
Moje zdziwienie było nie lada, bo to dzwoniła moja koleżanka jeszcze z liceum, której nie widziałem parę ładnych lat. Okazało się, że jest przejazdem w Warszawie, ma trochę czasu i możemy się spotkać.
Nici z mojego wolnego weekendu - pomyślałem, ale z drugiej strony to bardzo dobrze, że zobaczę po tylu latach moją przyjaciółkę ze szkoły. Pamiętam, że Hania bardzo lubiła: ciasto z kremem z dużą ilością polewy czekoladowej oraz lody z bakaliami i ziarnami słonecznika. Przygotuję jej również ulubioną kawę z cynamonem.
Szybko się ubrałem i poszedłem do supermarketu kupić potrzebne produkty. Przy okazji kupiłem też inne rzeczy bo moja córka obchodzi za kilka dni urodziny i obiecałem jej upiec tort z nadzieniem malinowym.
Zakupy mi zajęły dwie godziny, bo jak to bywa kupiłem jeszcze wiele innych produktów - przecież były w promocji.

Nasze nieoczekiwane spotkanie po tylu latach okazało się bardzo udane; dowiedziałem się że Hania ma dwoje uroczych dzieci a jej mężem jest Paweł, z którym oboje przyjaźniliśmy się w liceum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz