Pod koniec stycznia ciocia Krysia
obchodzi urodziny. Ta towarzyska osoba urządza wtedy przyjęcie. Jej niewielkie
mieszkanie jest w stanie pomieścić wygodnie tylko najbliższą rodzinę i te
osoby, z którymi utrzymuje ona najbardziej zażyłe kontakty. Pozostali są
proszeni w innych terminach, zwykle przed urodzinami. Ja, Ania i Basia
odwiedziliśmy ją tydzień wcześniej.
Solenizantka otrzymała od nas w prezencie bukiet kwiatów, pięknie
udekorowane ciasto czekoladowe upieczone przez Anię (czekolady i polewy to jej specjalność)
oraz wspaniały, ciśnieniowy ekspres do kawy. Ten ostatni był rezultatem naszych
narad nad potrzebami cioci, namiętnego smakosza tego szlachetnego napoju.
Ciocia wspominała od dłuższego czasu, że ekspres, który ma od niedawna, nie
spełnia jej oczekiwań, zaś stary jest „już nie taki, jak dawniej”. Cokolwiek by
to nie miało znaczyć, wyglądało na to, że z pewnością trafimy z tym upominkiem.
Tymczasem…
Bukietem była zachwycona, uśmiechnęła się na widok ciasta i
zabrała się do rozpakowania głównego naszego prezentu. Wyglądała, jakby z lekka
ją zamurowało, podziękowała grzecznie, ale zdaliśmy sobie sprawę, że chyba coś
jest nie tak.
- Podoba się cioci? - zagadnęła nieśmiało Basia. -
Wybraliśmy najbardziej popularny model na kapsułki… ten reklamowany w telewizji…
uznanej marki…
- Tak, moje dziecko - ciocia miała zwyczaj tak mówić do
każdej osoby choćby tylko nieco młodszej od niej samej - dobry ekspres, kawa w
kapsułkach do niego gratis, wychodzi naprawdę bardzo smaczna. Bardzo wam
dziękuję…
Podała zaparzoną w kuchni kawę, ciasto Ani, owoce i
przetwory własnego wyrobu. Reszta wieczoru upłynęła w bardzo fajnej atmosferze.
Sprawa wyjaśniła się przypadkiem dwa tygodnie później.
Okazało się, że nasza biedna ciocia dostała dwa takie same ekspresy od innych
gości. Nasz był trzeci!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz