piątek, 27 lutego 2015

Zakupy

Tym razem do naszego pobliskiego marketu „Za rogiem” musiałem wybrać się sam, gdyż moja kochana żona zaczęła przygotowania do przyjazdu naszych znajomych jeszcze z liceum.
Wszedłem do sklepu, a tu jak zwykle pełno ludzi z koszami na zakupy, miotających się między sklepowymi regałami. Udałem się i ja ze swoim koszem po zakupy. Poszedłem najpierw na nabiał aby kupić maślankę, trochę jogurtów, ser oraz mleko. Wyjąłem z kieszeni karteczkę z listą zakupów, którą dała mi moja żonka. Zacząłem ją czytać, a tu: mieszanki cukiernicze, kremy waniliowe, bakalie, ziarna słonecznika, kawa itp.
„Jejku” - krzyknąłem sobie pod nosem - czemu ta lista jest aż tak długa?! No cóż, Hanka jak zwykle chciała się popisać jakimiś nowymi potrawami, na które przepisy znajdowała z reguły w internecie. Nie sądziłem, że to zajmie mi tyle czasu, a miałem jeszcze umyć grilla oraz przygotować taras. Nie lubię chodzenia i szukania produktów, których nigdy nie widziałem na oczy i pewnie jak zwykle kupię jeszcze nie te, co trzeba. Po około dwóch godzinach wyszedłem z marketu ze wszystkimi produktami, jakie moja Hanka napisała na kartce.

Dumny z siebie, szybkim krokiem ruszyłem do domu. Gdy wszedłem, moja żona powiedziała: „co tak długo!” i od razu chwyciła reklamówki aby sprawdzić czy wszystko kupiłem. Ja czekałem na słowo pochwały ze strony Haneczki, ale zamiast tego usłyszałem „a gdzie są owoce i przetwory, przecież ci napisałam!” No cóż, musiałem z powrotem pójść po nie kupione sprawunki. „Ach te kobiety i ich pisanie karteczek z listą zakupów” - powiedziałem sobie w myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz