środa, 18 lutego 2015

Zimowy urlop

Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić w górach. Miałem w planie nauczyć się jeździć na nartach oraz pochodzić po szlakach. Wziąłem wolne i wyruszyłem ku przygodzie.
Gdy tylko zakwaterowałem się w hotelu, postanowiłem iść na spacer aby zobaczyć tutejszy krajobraz. Okolica była jak z bajki, po prostu prześliczne widoki. Szczyty gór pokryte śniegiem i bezkresna biel.
Długo tak spacerowałem po szlakach i górkach, aż zastał mnie wieczór.
Wróciłem do hotelu i poprosiłem o kolację, a że byłem bardzo zmęczony i głodny, zamówiłem jajka na bekonie, do tego ciasto z kremem i nadzieniem malinowym oraz gorącą czekoladę.
Po kolacji wykąpałem się i poszedłem spać.
Gdy się tylko obudziłem, pomyślałem sobie, że muszę zatrudnić dobrego instruktora, który nauczy mnie jeździć na nartach. Na śniadanie poprosiłem aby mi podano nabiał, pieczywo i kawę. „Przecież spędzę cały dzień poza hotelem” - pomyślałem. Spakowałem do plecaka drugie śniadanie, owoce i bułeczki z ziarnami.
Poszedłem do wypożyczalni sprzętu i wypożyczyłem narty. „A teraz jeszcze instruktor” - pomyślałem.
Gdy już wszystko załatwiłem i miałem założone narty, doszedłem do wniosku, że nauka jazdy „na deskach” nie jest taka łatwa. Przede wszystkim trzeba się nie bać, bo inaczej nic z tej nauki nie będzie.
Ja niestety bałem się okropnie, nogi nie chciały mnie słuchać, rozjeżdżały się, każda w swoją stronę.
- Górka jest zbyt stroma - cały czas tak powtarzałem, aż instruktor w którymś momencie trochę się zirytował i powiedział:
 - Proszę pana, ten szlak jest przeznaczony dla maluchów, a pan jak widać trochę jest zbyt duży, jak na malucha…
„No tak, ale i tak się boję mimo zapewnień instruktora” - pomyślałem.
Przez dwa tygodnie trwała moja nauka i sądzę, że jestem już na poziomie gimnazjum, jeśli chodzi o jazdę na nartach.

Podsumowując mój urlop, za rok znowu spróbuję swoich sił na szlaku narciarskim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz