Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić w górach. Miałem w
planie nauczyć się jeździć na nartach oraz pochodzić po szlakach. Wziąłem wolne
i wyruszyłem ku przygodzie.
Gdy tylko zakwaterowałem się w hotelu, postanowiłem iść na
spacer aby zobaczyć tutejszy krajobraz. Okolica była jak z bajki, po prostu
prześliczne widoki. Szczyty gór pokryte śniegiem i bezkresna biel.
Długo tak spacerowałem po szlakach i górkach, aż zastał mnie
wieczór.
Wróciłem do hotelu i poprosiłem o kolację, a że byłem bardzo
zmęczony i głodny, zamówiłem jajka na bekonie, do tego ciasto z kremem i
nadzieniem malinowym oraz gorącą czekoladę.
Po kolacji wykąpałem się i poszedłem spać.
Gdy się tylko obudziłem, pomyślałem sobie, że muszę
zatrudnić dobrego instruktora, który nauczy mnie jeździć na nartach. Na
śniadanie poprosiłem aby mi podano nabiał, pieczywo i kawę. „Przecież spędzę cały
dzień poza hotelem” - pomyślałem. Spakowałem do plecaka drugie śniadanie, owoce
i bułeczki z ziarnami.
Poszedłem do wypożyczalni sprzętu i wypożyczyłem narty. „A
teraz jeszcze instruktor” - pomyślałem.
Gdy już wszystko załatwiłem i miałem założone narty, doszedłem
do wniosku, że nauka jazdy „na deskach” nie jest taka łatwa. Przede wszystkim
trzeba się nie bać, bo inaczej nic z tej nauki nie będzie.
Ja niestety bałem się okropnie, nogi nie chciały mnie
słuchać, rozjeżdżały się, każda w swoją stronę.
- Górka jest zbyt stroma - cały czas tak powtarzałem, aż
instruktor w którymś momencie trochę się zirytował i powiedział:
- Proszę pana, ten
szlak jest przeznaczony dla maluchów, a pan jak widać trochę jest zbyt duży, jak
na malucha…
„No tak, ale i tak się boję mimo zapewnień instruktora” -
pomyślałem.
Przez dwa tygodnie trwała moja nauka i sądzę, że jestem już
na poziomie gimnazjum, jeśli chodzi o jazdę na nartach.
Podsumowując mój urlop, za rok znowu spróbuję swoich sił na
szlaku narciarskim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz